Hejt wobec specjalistów z zawodów pomocowych.
Wokół tego tematu krąży bardzo uproszczone przekonanie, które brzmi mniej więcej tak: jeśli ktoś jest psychologiem, psychoterapeutą albo coachem, to skoro zna mechanizmy psychologiczne i pracuje z emocjami innych ludzi, powinien automatycznie radzić sobie z hejtem.
To założenie opiera się na bardzo mylącym założeniu, że wiedza psychologiczna automatycznie daje odporność emocjonalną na wszystko. Nie daje. Wymaga ciągłej pracy nad radzeniem sobie, a mimo posiadania narzędzi do tego, zdarza się przecież, że nie zawsze jest przestrzeń, by coś przepracować. Wtedy reakcja jest automatyczna, pojawia się przykrość, smutek, niepokój.
Dlaczego hejt w tej grupie zawodowej może ranić?
- Po pierwsze, uderza w tożsamość zawodową. Dla wielu osób ta praca nie jest jedynie zawodem, lecz częścią tożsamości, wartości i sensu życia. Negatywny komentarz nie jest odbierany jako opinia o produkcie, czy usłudze, ale jako podważenie kompetencji moralnych i zawodowych.
- Po drugie, działa mechanizm środowiskowy. Krytyka w tej branży nie jest anonimowa w tym samym sensie co w innych zawodach, ponieważ zdarza się, że pochodzi od osób z tej samej grupy. To sprawia, że dotyka nie tylko samooceny, ale także poczucia przynależności do środowiska.
- Po trzecie, pojawia się konflikt ról. Specjalista uczy innych regulacji emocji, pracy z krytyką, czy stawiania granic, więc w momencie, gdy sam doświadcza silnych reakcji emocjonalnych, może pojawić się dodatkowa warstwa wstydu: przekonanie, że nie powinien tak reagować.
Dlatego mówienie, że specjalista powinien być zupełnie odporny na hejt może być krzywdzące. W tym sensie trudność w mierzeniu się z nim nie jest oznaką braku kompetencji, lecz dowodem na to, że specjalista pozostaje, mimo swojej roli, człowiekiem.
