Najważniejszym narzędziem jesteś Ty, więc bez pracy nad sobą ani rusz!
W pracy z ludźmi wciąż żywy jest mit, że wystarczy znać techniki, zadawać dobre pytania albo opanować kolejne narzędzie. Wiedza jest ważna, to prawda, ale nie zastąpi spotkania ze samym/ą sobą. Nie dlatego, że coach, terapeuta, czy psycholog musi być człowiekiem bez skazy lub ran, bo taki człowiek nie istnieje. Chodzi o coś znacznie ważniejszego, a mianowicie o gotowość, by znać własne mechanizmy, rozpoznawać swoje lęki, zauważać momenty, w których to nie pacjent/klient uruchamia proces, lecz nasze własne, nieprzeżyte doświadczenia.
Każdy z nas patrzy na drugiego człowieka przez pryzmat siebie. Im mniej znamy własny świat wewnętrzny, tym łatwiej pomylić historię pacjenta/klienta z własną. Wtedy pojawia się pokusa, aby przyspieszać, ratować, przekonywać, uspokajać albo prowadzić tam, gdzie sami czujemy się bezpiecznie.
Dlatego głęboka praca z ludźmi zawsze zaczyna się od pracy nad sobą. Nie z powodu perfekcjonizmu, lecz z odpowiedzialności.
Nie wierzę, że prowadzący musi mieć uporządkowane całe życie. Wierzę natomiast, że powinien mieć odwagę spotykać się z własną prawdą. Im bardziej rozumie siebie, swoje emocje, schematy, ciało i reakcje układu nerwowego, tym mniej wnosi siebie do procesu klienta, a tym bardziej robi miejsce dla pacjenta/klienta.
Być może największym narzędziem w pracy pomocowej nie jest metoda, lecz jest nim człowiek, który tej metody używa. To właśnie jego poziom samoświadomości, dojrzałości i gotowości do ciągłego poznawania siebie wyznacza jakość relacji, w której może wydarzyć się prawdziwa zmiana.
