„Nie lubię sprzedawać” – to zdanie bardzo często słyszę psychologów, psychoterapeutów i coachów, z którymi pracuję.
„Nie lubię sprzedawać” – to zdanie bardzo często słyszę od psychologów, psychoterapeutów i coachów, z którymi pracuję.
Za tym jednym zdaniem zwykle kryje się znacznie więcej niż niechęć do marketingu. Sprzedaż bywa kojarzona z czymś, co stoi w sprzeczności z misją, pomaganiem i powołaniem. Pojawia się przekonanie, że jeśli naprawdę chcę wspierać ludzi, nie powinnam mówić o pieniądzach ani zachęcać do skorzystania z mojej oferty.
Czasem źródłem trudności jest lęk przed pokazywaniem siebie, przed oceną, odrzuceniem czy krytyką. Innym razem stoją za tym przekonania wyniesione z domu, takie jak: „dobry specjalista nie musi się reklamować”, „sprzedawanie jest nachalne” albo „mówienie o swojej ofercie jest egoistyczne”. Nic więc dziwnego, że wiele osób czuje się znacznie pewniej w samym pomaganiu niż w mówieniu o tym, w jaki sposób mogą pomóc.
Coraz więcej osób zaczyna jednak dostrzegać, że sprzedaż nie musi oznaczać wywierania presji ani manipulacji. W swojej najzdrowszej formie jest po prostu komunikacją wartości i zaproszeniem drugiego człowieka do skorzystania z rozwiązania, które może być dla niego pomocne.
Bo jeśli naprawdę wierzysz w to, co robisz, mówienie o swojej pracy nie jest zdradą misji. Jest jednym ze sposobów jej realizowania.
