Czy wypowiedź Ewy Woydyłło na temat Igi Świątek nadszarpnęła jej wizerunek?
Obserwując reakcje w mediach społecznościowych, można było zobaczyć bardzo wyraźny podział.
Jedna część odbiorców zażarcie broniła Ewy Woydyłło. Pojawiały się argumenty, że każdemu może zdarzyć się powiedzieć coś niewłaściwego, że ludzie popełniają błędy, a część osób po prostu zgadzała się z jej oceną Igi Świątek. Druga grupa reagowała zupełnie inaczej i w komentarzach było dużo rozczarowania, niesmaku, a czasem wręcz deklaracji, że ktoś nie chce już jej słuchać ani oglądać.
Późniejsze przeprosiny dla części osób okazały się wystarczające, a dla innych nie, szczególnie że wcześniej pojawiło się zaprzeczanie i tłumaczenie własnej wypowiedzi, a dopiero później przeprosiny. Część odbiorców uznała więc, że samo „przepraszam” nie usuwa tego, co już zostało powiedziane.
Właśnie ten przypadek pokazuje coś bardzo ważnego z perspektywy wizerunku: silna marka osobista nie oznacza, że jeden kryzys sprawi, iż nagle straci się wszystkich odbiorców. Ewa Woydyłło nadal ma osoby, które ją cenią, bronią i będą jej słuchać. Jednocześnie widać, że dla części publiczności ta wypowiedź naruszyła coś, co wcześniej było podstawą ich zaufania.
Wizerunek nie jest przecież tylko rozpoznawalnością, jest pewnym wyobrażeniem o człowieku, jego wartościach, sposobie myślenia, kompetencjach i granicach, których naszym zdaniem nie przekroczy. Dlatego można budować markę przez kilkanaście, czy kilkadziesiąt lat, a jedną wypowiedzią sprawić, że część ludzi zacznie patrzeć na nią inaczej.
Nie musi dojść do całkowitego zniszczenia reputacji. Czasami dzieje się coś znacznie subtelniejszego: pojawia się pęknięcie w zaufaniu, a zaufanie odbudowuje się znacznie dłużej, niż traci.
