„Czy ja naprawdę się do tego nadaję?” Porozmawiajmy o lęku, którego doświadcza wielu specjalistów z branży psychologicznej na początku drogi.
Na początku pracy w zawodzie psychologa, psychoterapeuty, czy coacha bardzo często pojawia się cicha, ale uporczywa myśl: czy naprawdę się do tego nadaję, czy mam prawo pracować z drugim człowiekiem…? Jest to jednak naturalna reakcja na moment, w którym wiedza zaczyna stykać się z żywym człowiekiem i odpowiedzialnością, która za tym idzie.
- Pierwsze źródło tej wątpliwości to brak ugruntowanego doświadczenia. Można znać modele i rozumieć mechanizmy, ale dopóki nie pojawi się powtarzalne doświadczenie pracy z ludźmi, umysł nie ma na czym oprzeć poczucia kompetencji. W tej przestrzeni rodzi się pytanie o własną adekwatność.
- Drugie to odpowiedzialność. Praca z człowiekiem nie jest zadaniem technicznym, tylko relacyjnym. Naturalne jest pytanie: czy nie zaszkodzę, czy dobrze rozumiem, czy jestem wystarczająco obecny. Co istotne, brak takich pytań byłby bardziej niepokojący niż ich obecność.
- Trzecia rzecz to konfrontacja z własnymi ograniczeniami. Spotkanie z klientem szybko pokazuje miejsca, w których sami mamy napięcia i nieuporządkowane doświadczenia. Tymczasem najważniejsza nie jest idealność, tylko świadomość siebie i zdolność do refleksji nad tym, co się w nas uruchamia.
Warto wspomnieć, iż w tle bardzo często działa mechanizm impostora, czyli wewnętrzne przekonanie, że zaraz ktoś odkryje, że się nie nadaję. Nie wynika on z faktycznego braku kompetencji, tylko z tego, że kompetencje nie są jeszcze osadzone w doświadczeniu.
To pytanie nie znika przez przekonanie siebie, że jestem gotowy/a, lecz traci intensywność wtedy, gdy pojawia się doświadczenie: jestem w kontakcie, pacjent/klient korzysta, proces się toczy, a ja potrafię to unieść. I właśnie to, a nie sama wiedza, buduje poczucie bycia na swoim miejscu.
