Sprzedaż przebrana za rozmowę nadal jest sprzedażą…

Coraz częściej widuję ten sam schemat pozyskiwania klientów. Zaczyna się od prywatnej wiadomości. Ktoś pyta, jak zdobywasz klientów, czy masz ich wystarczająco dużo, albo pisze, że obserwuje Twój profil i widzi, co można by poprawić. Teoretycznie to tylko pytanie. Nikt nic nie sprzedaje, po prostu nawiązuje relację.

Warto jednak zapytać, po co naprawdę ta rozmowa się zaczyna. Jeśli pytam o Twój biznes, bo jestem ciekawa Twojego doświadczenia, to zwykła ciekawość. Jeśli pytam, bo realizuję wcześniej przygotowany schemat sprzedażowy, w którym za chwilę mam odkryć Twój problem i pokazać rozwiązanie, to pytanie przestaje być ciekawością. Staje się narzędziem sprzedaży.
Nie chodzi o to, że sprzedaż jest czymś złym. To naturalna część biznesu. Problem zaczyna się wtedy, gdy sprzedaż udaje relację.

Jest jeszcze druga sprawa. Gdy piszemy do obcej osoby, że jej profil można poprawić, że widzimy błędy, warto się zastanowić, czy ta osoba w ogóle prosiła o feedback. Może się zaciekawi, może wzruszy ramionami, a może poczuje, że ktoś bez zaproszenia wszedł w jej przestrzeń i od razu postawił się w roli eksperta, który wie lepiej.

Nie każdy chce być najpierw przekonany, że ma problem, żeby potem kupić rozwiązanie.
Dochodzi do tego aspekt prawny. Prawo komunikacji elektronicznej wymaga zgody na wykorzystywanie takiej komunikacji do przesyłania informacji handlowej. Samo neutralne pytanie nie musi jeszcze nią być, ale jeśli kontakt od początku służy pozyskaniu klienta, jego rzeczywisty cel zaczyna mieć znaczenie.

Dlatego wierzymy w inną sprzedaż. W markę, która pokazuje kompetencje. W treści, które pozwalają poznać sposób myślenia specjalisty. W edukację, zaufanie i widoczność zamiast wchodzenia komuś do prywatnej skrzynki pod pretekstem niezobowiązującej rozmowy.
A jeśli już piszemy do kogoś bezpośrednio, wolimy powiedzieć wprost, czym się zajmujemy i zaproponować rozmowę, bez udawania zainteresowania, którego celem jest tylko domknięcie sprzedaży.

Podobne wpisy