Czy psychoterapeuta jest „tylko” psychoterapeutą, czy również przedsiębiorcą?
W środowisku zawodów pomocowych istnieje bardzo silne napięcie, które rzadko bywa nazywane wprost, a które wpływa na wszystko: widoczność, podejście do marketingu, sposób mówienia o swojej pracy i stosunek do pieniędzy. To napięcie dotyczy jednego, niewygodnego pytania: czy psychoterapeuta jest „tylko” psychoterapeutą, czy również przedsiębiorcą?
Pytanie to nierzadko wywołuje ogromny dyskomfort, a wiele osób doświadcza wewnętrznego konfliktu, jakby te dwie role się wykluczały. Z jednej strony istnieje poczucie misji, z drugiej, bardzo konkretna rzeczywistość: koszty gabinetu, szkolenia, superwizje, podatki, czas pracy.
Niestety obserwuję wiele stereotypów wokół tego tematu, które sprawiają, że mówienie o pieniądzach, czy sprzedaży wciąż jest traktowane jak coś podejrzanego. W tle często funkcjonują niewypowiedziane przekonania społeczne, że pomaganie powinno być bezinteresowne, niemal poświęcające siebie.
W efekcie specjalista z jednej strony pracuje w zawodzie wymagającym ogromnej odpowiedzialności, inwestuje lata w edukację i rozwój, a z drugiej, ma poczucie, że otwarte mówienie o finansowym wymiarze tej pracy może zostać odebrane jako coś nieetycznego albo zbyt biznesowego.
Jednocześnie istnieje fakt, którego nie da się pominąć: gabinet nie funkcjonuje poza rzeczywistością ekonomiczną. Jeśli specjalista nie zadba o stabilność swojej pracy, nie zadba także o stabilność pomocy, którą oferuje innym. Równowaga finansowa nie stoi w sprzeczności z misją, a wręcz często jest warunkiem jej długoterminowego realizowania.
Co jest rozwiązaniem? Moim zdaniem nowe spojrzenie na tę rolę. Nie jako wyboru pomiędzy byciem pomagającym/ą a byciem przedsiębiorcą, lecz jako próby pogodzenia tych dwóch wymiarów w sposób etyczny, spójny i zgodny z wartościami zawodu.
