Czy tylko ja mam wrażenie, że wszyscy mówią dziś o psychologii tym samym językiem?
Wszyscy dzisiaj mówią o emocjach, traumach, granicach, schematach i przekonaniach. Problem polega na tym, że ogromna część tych treści zaczyna brzmieć identycznie.
Te same zdania. Te same pojęcia. Te same uproszczone wnioski podawane w formie szybkich odpowiedzi na bardzo złożone ludzkie doświadczenia. Człowiek scrolluje kolejne posty i ma poczucie, że wszędzie słyszy jeden głos, tylko wypowiadany przez inne twarze.
Paradoksalnie właśnie dlatego wiedza coraz częściej przestaje naprawdę docierać. Ludzie są zainteresowani rozwojem i psychologią, ale są przebodźcowani językiem, który przestał mieć znamiona prawdziwego doświadczenia. Kiedy wszystko staje się „traumą”, „manifestacją”, „pracą z cieniem” albo „regulacją układu nerwowego”, słowa tracą kontakt z rzeczywistością człowieka, z jego historią, z samotnością, z konkretnym bólem.
Dlatego tak ważne jest dla mnie, żeby nie powielać mechanicznie modnych zdań, tylko próbować mówić o człowieku w sposób prawdziwy. Nie idealny. Nie efektowny. Prawdziwy. Taki, w którym zostaje miejsce na ambiwalencję, na sprzeczności, na trudność, której nie da się zamknąć w jednym haśle czy rolce trwającej trzydzieści sekund.
Bo czasem człowiek nie potrzebuje kolejnej „techniki”. Potrzebuje poczuć, że ktoś naprawdę rozumie złożoność tego, co przeżywa.
