„Ludzie nie czytają długich tekstów”
„Ludzie nie czytają długich tekstów” – pytanie tylko, do kogo właściwie kierujesz tekst…?
To zdanie wraca jak mantra i przez długi czas sama się nad nim zatrzymywałam, zastanawiając się, czy rzeczywiście powinnam skracać, żeby lepiej działało, czy jednak zostać przy tym, co czuję, że jest bliższe prawdzie o człowieku i o procesie zmiany.
Zobaczyłam też z czasem, że to nie jest pytanie o długość tekstu, tylko o odbiorcę, bo jeśli tworzysz treści dla kogoś, kto zatrzymuje się tylko na chwilę, przeskakuje między zdaniami, szuka szybkiej odpowiedzi i natychmiastowego efektu, to rzeczywiście, długi tekst będzie dla niego zbyt wymagający.
Tylko że to nie jest jedyny możliwy odbiorca! Jest też taki, który szuka czegoś więcej niż gotowego wniosku; który chce się zatrzymać, poczuć, pomyśleć, zobaczyć siebie trochę głębiej; który nie szuka tylko odpowiedzi, ale przestrzeni do refleksji… I to jest człowiek, który czyta, często bardzo uważnie, wracając do poszczególnych zdań, dlatego, że on potrzebuje tego, co wykracza poza krótką formę. Z tej perspektywy długość przestaje być problemem, a zaczyna być wyborem.
Zatem jeśli Twoja praca dotyczy zmiany, rozumienia siebie, kontaktu z emocjami, to trudno oczekiwać, że ktoś, kto nie zatrzymuje się przy treści i nie wchodzi w refleksję, będzie gotowy na głębszą pracę ze sobą. I nie, to nie jest ocena, podkreślenie, jak ważne jest dopasowanie.
Dlatego ja nie boję się długich tekstów, bo wiem, do kogo chcę mówić. Nie każdy odbiorca jest moim odbiorcą i to jest jak najbardziej w porządku. Czasem właśnie długość, głębia i zatrzymanie są tym, co pozwala komuś naprawdę się spotkać ze sobą.
