Rozwój czy intelktualizacja?
Po tym, co obserwuję w ostatnim czasie w internecie, pojawia się we mnie potrzeba zatrzymania się przy jednym zjawisku, które z jednej strony dotyka czegoś prawdziwego, a z drugiej bywa komunikowane w sposób uproszczony i przez to, paradoksalnie, bardziej szkodliwy niż pomocny.
Coraz częściej słyszę hasła o nadmiernej psychologizacji życia, o tym, że ludzie za dużo analizują, za dużo nazywają, za bardzo skupiają się na sobie, przez co tracą spontaniczność, lekkość i zdolność do bycia w chwili.
Lecz kiedy przyjrzeć się temu uważnie, można zobaczyć, że to zdanie miesza ze sobą zjawiska, które mają zupełnie inne źródła i konsekwencje, bo czym innym jest rozwój świadomości, który pozwala człowiekowi zobaczyć siebie, zrozumieć swoje reakcje, rozpoznać emocje i wyjść z automatyzmów, a czym innym jest intelektualizacja, która polega na tym, że człowiek używa języka i rozumienia po to, żeby nie czuć, żeby utrzymać kontrolę, dystans wobec tego, co w nim żywe i często trudne.
I teraz pojawia się bardzo ważny moment, który w tej internetowej narracji często znika.
To, co bywa nazywane nadmierną analizą, bardzo często nie jest efektem rozwoju, tylko wcześniejszych doświadczeń, zranienia i potrzeby kontroli. To nie jest problem nadmiaru psychologii, tylko brak regulacji ora brak poczucia bezpieczeństwa, co próbuje się kompensować przez rozumienie.
W takim kontekście komunikaty typu „przestań analizować, zacznij żyć” mogą nie tylko nie pomagać, ale pogłębiać wstyd i odcinać ludzi od narzędzi, które mogłyby ich wesprzeć.
Rozwój nigdy nie dzieje się na skrajnych biegunach. Nie polega ani na całkowitym zanurzeniu w analizie, ani na całkowitym odcięciu od refleksji. Polega na integracji, czyli na zdolności do bycia jednocześnie w doświadczeniu i w jego rozumieniu, bez uciekania w żadną ze stron.
Dlatego, kiedy mówimy o nadmiernej psychologizacji, dużo ważniejsze od samej krytyki jest to, w jakim kierunku prowadzimy tę rozmowę:
- Czy pomagamy ludziom zobaczyć, kiedy refleksja ich wspiera, a kiedy staje się formą unikania?
- Czy pokazujemy, jak wracać do ciała, do emocji, do realnego przeżywania?
- Czy uczymy rozróżniać, zamiast oceniać?
