Uważam, że marketing zaczyna się tam, gdzie kończy się nachalna sprzedaż.

Dziś przychodzę ze słowem: uczciwość.

W naszej pracy ogromne znaczenie ma dla mnie transparentność, także wtedy, kiedy mówimy o marketingu. Mailing jest jednym z narzędzi, z których korzystam i które naprawdę cenię. Pozwala powiedzieć coś inaczej niż w social mediach, spokojniej, szerzej, czasem bardziej osobiście, ale mailing robię w jeden sposób: chcę pisać do ludzi, którzy chcą ode mnie te wiadomości otrzymywać.

Jeżeli ktoś zapisuje się na newsletter Creative Box, zapraszam go właśnie po to, żeby mógł poczytać, co u mnie, zobaczyć treści, których nie publikuję nigdzie indziej, dowiedzieć się o nowych materiałach czy szkoleniach. Jednocześnie w każdej chwili może się wypisać. Nie chcę zatrzymywać na swojej liście człowieka, który nie chce na niej być.

Właśnie dlatego coraz bardziej zdumiewa mnie sposób, w jaki część firm korzysta dziś z mailingu.

Na skrzynki przychodzą wiadomości, o które nikt nie prosił. Czasami ta sama oferta pojawia się codziennie albo nawet kilka razy dziennie. Adres został znaleziony na stronie internetowej, choć był tam po to, żeby można było skontaktować się z firmą, a nie automatycznie dopisać właściciela do kolejnej bazy sprzedażowej.

Wczoraj dostałam ofertę dotyczącą pozycjonowania wizytówki Google.

Był nawet link do wypisania się.

Klikam.

Potwierdzam, że chcę zrezygnować.

I zamiast usunięcia mnie z listy trafiam na kolejną ofertę z pytaniem, ile chciałabym mieć więcej opinii.

Naprawdę mam wtedy ochotę zapytać osobę, która skonstruowała ten mailing: czy naprawdę uważasz, że w ten sposób buduje się relację z przyszłym klientem?

Jeżeli dajesz mi możliwość wypisania się, a po kliknięciu, zamiast uszanować moją decyzję prowadzisz mnie do kolejnej oferty, to nie jest już kwestia skutecznego lejka czy sprytnej sprzedaży. To jest kwestia tego, co komunikujesz swoim zachowaniem.

Pierwszy kontakt z potencjalnym klientem już coś o Tobie mówi. Mówi, czy szanujesz jego decyzję również wtedy, kiedy brzmi ona: NIE. Właśnie od tego, dużo bardziej niż od automatyzacji, zaczyna się zaufanie.

Podobne wpisy